I cóż ci z tego przyjdzie, żeś miss ameryką.
Że masz ciało wenery, a twarzyczkę kotka…
Że nie nosisz bamboszy z wzorem w Myszkę Miki.
I nie ślinisz plamy po sosie, co klapnął na spodnie.
Że trzydziestka szóstka ci odstaje z boku,
że się śmiejesz uroczo oczyma pochodni.
Że nie pieprzysz form czemu i dlaczego,
Lecz zawsze ku uciesze tłumów
Mrugasz zalotnie rzęsami z albumu
Zagłuszając trzepaniem zachwyty widowni.
Że znasz swoją wartość, choć nie podasz ceny
Bo wiesz, że kupić cię można wyświechtaną frazą
Więc poczekasz na kogoś, kto z twarzą przy twarzy
Będzie szeptać ci słowa, których nie rozumiesz.
Że się zachłyśniesz powietrzem jak wodą po plaży
Odsłonisz ramiona lub odgarniesz włosy
Kocim ruchem podejdziesz do celu ataku
Wargi zwilżysz językiem, podciągniesz rajstopy
I z delikatnością pięknego motyla
Strzepniesz niewinnie pyłek zwany seksapilem.
on mnie wybrał i zmierzył podług swych kanonów.
I rzekł, że w całym świecie takiej drugiej nie ma.
Więc nie sil się, Kochana i spasuj na moment.
Dasz się zerżnąć ciału.
Dusza poszła z dymem.

